Opuszczony Kościół

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Opuszczony Kościół

Pisanie by Rita Valera on Wto Lis 07, 2017 5:19 pm

Mimo iż od apokalipsy minęły zaledwie cztery lata, to kościół św. Thomasa wygląda jak po przejściu wojskowych oddziałów, a następnie bandy złodziei, którzy to ograbili owe święte miejsce ze wszystkiego (nawet niewygodnych, wykonanych z drewna ławek!) co jeszcze owym miejscu było. Teraz jest istnie pustym budynkiem z małym "ogródkiem" wszelkich haszczy. Kościół w tej chwili jest niczym innym jak ruiną, gdzie lada chwila wszystko może runąć nie zbaczając na obecność kogokolwiek.

- Pomysłodawcą lokacji była Bloody.


Ostatnio zmieniony przez Rita Valera dnia Sro Lis 08, 2017 11:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Rita Valera
Admin

Liczba postów : 45
Join date : 05/11/2017

Zobacz profil autora http://rp-squadv2.forumieren.de

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Kościół

Pisanie by Perc on Sro Lis 08, 2017 8:47 pm

2 czerwca, 2022

Nadszedł nowy miesiąc, a to oznaczało dwie rzeczy. Zakończenie ósmej edycji Rankingu oraz zbiory. Perc poruszał się od grządki do grządki rozsianych po całych przedmieściach już drugi dzień, a ledwo miał za sobą połowę roboty. Słońce zaczynało już piec będąc od dawna na niebie, niestety charkot okolicznych potworów psuł sielankową scenerię. Członek Lwów wygrażając w myślach wszystkim chodzącym zwłokom przez które musiał właśnie zginać plecy, przemykał od drzewa do drzewa. Mężczyzna miał parę swoich zasad. Jeśli czas pozwalał, wolał się zabezpieczać, a aktualnie miał go aż nadto, więc metodologia poruszania się była banalna. Zlustrować lornetką okolicę z jakiegoś podwyższenia, a potem do osłony, poczekać aż się uspokoi, rozejrzeć, zmiana pozycji. Poczekać, rozejrzeć, zmiana pozycji. I tak się powoli przedzierało przez kolejne ulice. Głowa nisko, bo nigdy nie wiadomo, gdzie kryją się Widma, kroki szybkie, by nie wejść w zasięg wzroku przemienionych. Przeważnie działało. Około szesnastej udało się dotrzeć do kościoła św. Thomasa. Perc lubił to miejsce. Mało wejść, solidna konstrukcja i.. sentyment - określając to uczucie roboczo. Nim wszedł do budynku, zlustrował okolicę, schował plecak za niepozornym murkiem i już "na lekko" znalazł się wewnątrz dzięki przejściu przez zakrystię. Z gwoździerką w jednej i nożem w drugiej dłoni klasycznie obszedł teren, choć tym razem wewnątrz było czysto, toteż wrócił po plecak, zamknął główne wejście do kościoła, a w poprzek przejścia którym sam dostał się do środka przeciągnął potykacz. Ot, granat i cieniutka stalowa linka, która zrywała zawleczkę, gdy ktoś nieopatrznie trąciłby ją nogą, a że miejsce było zacienione, to nie trudno o wypadek. Byłoby szkoda, gdyby jakiś ożywieniec się w to wpakował, więc Perc po prostu zamknął drzwi na samą klamkę, ze sforsowaniem której wystarczająco wysokie dziecko, by dosięgnąć dałoby sobie radę.

Uznając, że jest względnie bezpiecznie, Perc zabrał się do dzieła. Zrzucił z siebie większość sprzętu, pozostawiając go pod balkonem, po czym przygotował linkę i zarzucił ją na jeden z odstających, ozdobnych lecz masywnych i wciąż trwałych elementów na balkonie, by po chwili przywiązać koniec liny do plecaka, a samemu  wspiąć się na górę. Schody były zawalone, więc gdy tylko wciągnął linę z plecakiem, czuł się dość bezpiecznie. Rozwalił się wygodnie na przywleczonym materacu i otworzył jedną z przyniesionych ze sobą konserw - był idealny czas na obiad, toteż Perc pałaszował aż mu się uszy trzęsły, po czym przepakował się nieco, zostawiając plecak i mniej potrzebne rzeczy, zaś w uprzęży i z bronią znów ruszył na dół, by zrobić mały obchód po okolicy. Wymagał od siebie przynajmniej tyle, jeśli miał tu zostać na noc, a stanowczo miał na to ochotę.

Opuszczając kościół skierował się w losowo obrany kierunek i postanowił zrobić przynajmniej dwa kółka odległe chociaż o dwieście metrów od potencjalnej kryjówki. Jeśli udało mu się to bez przeszkód, to wspiął się na jakieś średniej wielkości drzewo z widokiem na wejście do kościoła, by skryć się w jego gałęziach i móc oddać się obserwacjom oraz tak przyziemnym czynnościom, jak czytanie znalezionego niedawno słownika. Ludzie zaprawdę nie zdają sobie sprawy z dziedzictwa językowego byłych pokoleń. Dodatkowo cały czas pomiędzy gałęziami przemykała małpka kapucynka, raz po raz zwieszając się z gałązki na jednej rączce i dyndając tak z wzrokiem wbitym w dal.
avatar
Perc

Liczba postów : 2
Join date : 06/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Kościół

Pisanie by Ceridwen Murray on Sro Lis 08, 2017 11:27 pm

Dawno już straciła rachubę, który jest dzień, czy miesiąc. Nawet przed apokalipsą miała problem z ogarnięciem, który jest dzień tygodnia, czy miesiąca, więc co się dziwić, że gdy przyszło co do czego i nadeszły zombie, to przestała nawet próbować jakoś to ogarnąć. Z nawyku już trzymała się cieni i wszelkich możliwych osłon. Po dołączeniu do widm poznała okoliczne tereny na tyle dobrze, żeby wiedzieć jak się po nich poruszać pozostając niezauważoną przez szwędaczy, czy ludzi z innych grup. Proste przejście z punktu A do punktu B, trochę czasochłonne, skoro próbowała przeczekać co większe grupki zombie, bądź je ominąć naokoło, ale jej metody sprawdzały się na tyle, że rzadko kiedy musiała się użerać z tymi paskudztwami. Mimo wszystko miała jednak założoną na dolną część twarzy płócienną maskę z ciemnego materiału, gdyby jednak miała jakąś wpadkę i musiała wdać się w bójkę z martwiakami. Przezorny zawsze ubezpieczony, lepiej mieć wszystko co potrzebne przy sobie niż potem żałować, że się czegoś nie miało. Chociaż można i nie żałować, jeśli będzie się przez to po prostu martwym. Tego dnia zapuściła się w jedno z tych miejsc, które lubiła. Mało kto się tam zwykle pałętał. Wszystko, co w kościele było w jakikolwiek sposób wartościowe już zostało rozkradzione, a jej małej skrytki, którą zrobiła już jakiś czas emu nikt jeszcze nie znalazł. jej to było na rękę. Niby nic bardzo cennego tam nie trzymała, ale dobrze było mieć świadomość, że schowek był na tyle dobry, że mogła skitrać tam coś cenniejszego. Była już w miejscu, z którego zwykle wchodziła do ruin kościoła. Nie były to drzwi frontowe, czy zakrystia. Wchodzenie do drzwi jakoś jej się ostatnio nie uśmiechało, więc zwykle wspinała się do framugi, w której kiedyś zapewne był witraż i najpierw zaglądała ostrożnie do wnętrza, sprawdzając, czy na pewno jest tam pusto, a dopiero później podciągała się wyżej i schodziła do zarośniętego wnętrza, bądź na antresolę, gdzie kiedyś były organy. Tak też zrobiła i tym razem. Niewielkich rozmiarów cień, który szybko i sprawnie wskoczył jak najwyżej na ścianę, po czym wspiął się, na chwilę zatrzymując się przy pustej ramie okna i po chwili znikając we wnętrzu budowli. Zapewne była przez chwilę widoczna, jeśli obserwował akurat otoczenie zamiast czytać. Pozostała jednak w chaszczach na dole, zamiast wspiąć się wyżej. Przeciągnęła się i powoli ruszyła w miejsce, gdzie jeszcze kilka lat temu stał ołtarz. Nigdy nie była jakoś bardzo wierząca, ba trudno żeby była, skoro łapała zasady wiary. Zawsze w tych ruinach łapała ją jakaś melancholia. Kiedyś miejsce tłumnie odwiedzane, tętniące życiem, pełne wyznawców Boga, a teraz? Nikt już się nie przejmował wiarą, Bogiem, ani monumentalną budowlą, która zniszczona stała i czekała, aż pochłonie ją matka natura. Z resztą jak większą część miasta. Natura szybko upominała się o swoje i bujnie rosła w miejscach, o których nikt by nie pomyślał, że może tam coś wyrosnąć. Co niektórzy krzykacze nawołujący, że to kara od Boga pewnie już dawno zginęli rozszarpani. Jeśli nie przez nieumarłych, to przez żywych ludzi, którzy mieli dosyć ich ciągłego nawracania na jedyną słuszną i bardzo wypaczoną wiarę, która nijak miała się do pierwotnej jej wersji. Znalazła względnie czysty kąt, w którym mogła się ze spokojem ukryć i chwilę odpocząć, zanim ruszy dalej. Bo nie miała zamiaru tutaj spędzać nocy, jeśli nie było to konieczne, wolała wrócić do bazy, albo dostać się w jedno z miejsc, które miała już wypróbowane w kwestii bezpiecznego noclegu. Usiadła plecami do ściany, a swoje rzeczy położyła w zasięgu ręki, tak, żeby mogła wygodnie sięgnąć broń, gdyby była taka potrzeba. Wyciągnęła butelkę wody i napiła się, po czym schowała wodę z powrotem do plecaka. Chwilowo rozluźniła się i przymknęła na chwilę oczy wsłuchując się w otaczające ją dźwięki.
avatar
Ceridwen Murray

Liczba postów : 3
Join date : 06/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Kościół

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach